Brytyjski koncern zbrojeniowy BAE Systems przeprowadził udane próby swojego najnowszego bezzałogowego pojazdu lądowego: Autonomous Tactical Light Armour System, w skrócie ATLAS UGV. W wolnym tłumaczeniu chodzi o autonomiczny, lekko opancerzony pojazd taktyczny, który może działać bez kierowcy.
Testy po raz kolejny pokazują, jak szybko rozwijają się systemy autonomiczne w operacjach wojsk lądowych. Tam, gdzie systemy bezzałogowe stosowano kiedyś głównie w powietrzu i na morzu, widać teraz wyraźne przesunięcie w stronę pojazdów autonomicznych na lądzie. To nie przypadek. W Ukrainie i Rosji codziennie widać, jak niebezpieczne są przejazdy logistyczne, ewakuacje i zaopatrzenie na froncie. Pojazdy autonomiczne mogą tam robić różnicę.
Czym dokładnie jest ATLAS UGV?
ATLAS UGV zaprojektowano jako lekko opancerzoną platformę, którą można sterować samodzielnie lub zdalnie. Pojazd może działać bez kierowcy na pokładzie, ale może też jechać w konwoju z pojazdami załogowymi. To ostatnie jest kluczowe: system nie ma zastępować istniejących jednostek, lecz je uzupełniać.
Pojazd ma czujniki, kamery i oprogramowanie do autonomicznej jazdy, dzięki którym wykrywa przeszkody, planuje trasy i samodzielnie pokonuje teren. Chodzi o błotniste drogi, gruz, nieutwardzone ścieżki czy zniszczoną infrastrukturę. Dokładnie takie warunki, które we współczesnych konfliktach stały się standardem.
Lekki pancerz chroni go przed ogniem broni małokalibrowej i odłamkami. To czyni go odpowiednim do użycia blisko frontu, bez bezpośredniego ryzyka dla kierowcy.
Co potrafi pojazd?
Platforma ATLAS ma budowę modułową. Oznacza to, że można ją dostosować do różnych zadań:
Zaopatrzenie logistyczne w amunicję, paliwo lub żywność na wysunięte pozycje.
Ewakuacja rannych z niebezpiecznych stref bez narażania dodatkowego personelu.
Misje rozpoznawcze z czujnikami lub środkami łączności.
Ewentualne uzbrojenie w przyszłości, zależnie od konfiguracji i profilu misji.
Właśnie ta elastyczność czyni system interesującym. Zamiast służyć jednemu konkretnemu celowi, pojazd może być używany tam, gdzie ryzyko dla personelu jest największe.
Autonomiczna jazda jako nowy standard
Ten rozwój wpisuje się w szerszy trend. Współczesna wojna to coraz bardziej połączenie systemów załogowych i bezzałogowych. W Ukrainie widać już bezzałogowe pojazdy lądowe, które przewożą amunicję, podkładają ładunki wybuchowe czy odbierają rannych pod ostrzałem. Rosja również eksperymentuje z pojazdami-robotami do zadań logistycznych.
Autonomiczna jazda w wojsku to nie tylko wygoda, ale szanse przeżycia. Każdy kierowca, który nie musi siedzieć w pojeździe obserwowanym przez drony, to potencjalnie uratowane życie.
Ponadto pojazdy autonomiczne mogą działać całą dobę bez zmęczenia. Nie popełniają błędów emocjonalnych i przez połączenia sieciowe można je od razu zintegrować z systemami dowodzenia.
Współpraca z pojazdami załogowymi
Ważnym aspektem ATLAS UGV jest to, że może działać w koncepcji „manned-unmanned teaming”. Oznacza to, że pojazdy załogowe kierują działaniem, a platformy bezzałogowe wykonują zadania wspierające.
Wyobraź sobie nacierającą kolumnę pancerną. Na przedzie jedzie pojazd autonomiczny z czujnikami, który wykrywa możliwe zagrożenia. Na końcu jedzie bezzałogowy nośnik logistyczny z dodatkową amunicją. Gdy jeden pojazd zostanie wyeliminowany, na terytorium wroga nie zostają członkowie załogi.
Takie koncepcje wpisują się w szerszy rozwój w NATO, w którym centralne miejsce zajmuje rozkładanie ryzyka.
Co to oznacza dla przyszłości?
ATLAS UGV pokazuje, że autonomiczne pojazdy lądowe nie są już pieśnią przyszłości. Są testowane, udoskonalane i coraz częściej włączane do istniejących struktur.
Wciąż są jednak wyzwania. Systemy autonomiczne muszą być odporne na walkę elektroniczną, zakłócanie GPS i cyberataki. W środowisku, gdzie sygnały są zakłócane lub przejmowane, pojazd musi nadal bezpiecznie działać lub sam się wyłączyć.
Pewne jest, że tego rozwoju nie da się już cofnąć. Tak jak drony zasadniczo zmieniły przestrzeń powietrzną, pojazdy autonomiczne przekształcą działania lądowe. Nie po to, by całkowicie zastąpić żołnierzy, lecz by pozwolić im działać mądrzej i bezpieczniej.
Testy BAE Systems to więc coś więcej niż techniczny kamień milowy. Podkreślają zmianę w doktrynie wojskowej: mniej ludzi w strefie zagrożenia, więcej maszyn na linii ognia.





















