Na opuszczonym terenie szkoleniowym, gdzieś w głębi Chin, kolumna żołnierzy posuwa się do przodu w równym tempie. Słońce wisi nisko, kurz się unosi, a w powietrzu czuć napięcie scenariusza ćwiczebnego. Uwagę przyciągają jednak nie żołnierze, lecz dwie maszyny maszerujące na czele. Poruszają się z nienaturalną płynnością, ich metalowe nogi amortyzują każdy wstrząs, a kamery niczym oczy przesuwają się po terenie. To psy-roboty – i zmieniają obraz technologii wojskowej szybciej, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę.
Dziesięć lat temu te roboty były jeszcze rodzajem technicznej ciekawostki: fajne do pokazania na targach, efektowne w demonstracji, ale nieprzydatne w prawdziwych operacjach. Ale w tym krótkim czasie rozpoczęła się zmiana, która w przyszłości na nowo ukształtuje pole walki. Dziś psy-roboty są gotowe przejąć zadania, które wcześniej powierzano zwiadowcom, saperom czy jednostkom antyterrorystycznym. A pytanie, które brzmi coraz pilniej, dotyczy tego, jak daleko już doszliśmy – i kto naprawdę prowadzi w tym wyścigu.

(Masowa produkcja w Chinach)
Chiny
Chiny wydają się mocno trzymać prowadzenie. Podczas gdy Stany Zjednoczone wolą długie procesy rozwojowe, Chiny działają tak, jak często skalują technologie: szybko, agresywnie i z ogromnymi mocami produkcyjnymi. Firmy takie jak Unitree Robotics w zawrotnym tempie opracowały zaawansowane czworonogi, które nie tylko płynnie chodzą i skaczą, ale też samodzielnie nawigują i błyskawicznie dostosowują się do podłoża, pogody i przeszkód. Niektóre z tych robotów pojawiają się na chińskich pokazach, w patrolach granicznych, a nawet w akcjach ratunkowych. A to, co naprawdę je wyróżnia, to skalowalność. Chiny nie produkują ich pojedynczo dla zespołów testowych, lecz w ilościach wskazujących na przyszłe masowe użycie.
Ta szeroka użyteczność czyni technologię niebezpiecznie atrakcyjną dla wojska. Pies-robot, który może szukać pod gruzami, może też rozpoznać budynek, zanim wejdą do niego żołnierze. Robot, który analizuje obrazy termowizyjne, by odnaleźć zaginionych, może też wykrywać pozycje przeciwnika. A systemy, którymi dziś jeszcze sterują ludzie, mogą dzięki aktualizacjom oprogramowania stać się w przyszłości częściowo autonomiczne. Tak zaciera się granica między ratownikiem a systemem wojskowym – i właśnie w tym Chiny widzą swoją przewagę.
Wideo Unitree Robotics: te roboty są szybsze od ludzi i można je wyposażyć w broń.
Ameryka
Ameryka z pewnością nie zostaje jednak w tyle. Stany Zjednoczone stawiają na jakość i precyzję. Ghost Robotics buduje psy-roboty testowane przez siły specjalne w warunkach od pustynnego upału po polarny mróz. Ich maszyny są mniej eleganckie niż chińskie, ale wytrzymalsze i zaprojektowane do prawdziwej wojny. Psy Ghost Robotics mogą długo działać w trudnym terenie, komunikować się z dronami i pojazdami terenowymi i są przygotowane do integracji specjalistycznego sprzętu, takiego jak czujniki przeciwdronowe, a nawet systemy uzbrojenia. Podczas gdy Chiny celują głównie w użycie na dużą skalę, Ameryka koncentruje się na ekstremalnej niezawodności.
Boston Dynamics – najbardziej znany gracz – wybiera inną drogę. Ich robot Spot to techniczne arcydzieło: niewiarygodnie płynny, intuicyjny w sterowaniu i wyposażony w zaawansowane czujniki. Ale firma nie zgadza się na uzbrajanie Spota, co czyni go przede wszystkim robotem cywilnym i policyjnym. Nie da się jednak zaprzeczyć, że technologia Boston Dynamics podnosi poprzeczkę w sterowaniu ruchem tak wysoko, że pośrednio ogromnie korzystają na tym także gracze wojskowi.
Wideo: Boston Dynamics.
W obu krajach jedno jest jasne: psy-roboty nie są już eksperymentem. Z każdym miesiącem są lepsze, z każdą aktualizacją sprytniejsze, z każdą nową wersją bardziej niezawodne. A to oznacza, że zbliżamy się do kluczowego momentu, w którym te maszyny mogą przejąć rolę żołnierzy w zadaniach zbyt niebezpiecznych, zbyt ciężkich lub po prostu zbyt nudnych.
Wyobraź sobie bowiem nowoczesne pole walki za pięć czy dziesięć lat. Do budynków nie wchodzą już ludzkie zespoły narażone na pułapki czy zasadzki. Zamiast tego do środka wchodzi pies-robot, wyposażony w kamery, termowizję i czujniki rejestrujące powietrze, ruch i promieniowanie. Skradając się korytarzami, przesyła wszystko w czasie rzeczywistym do dowódcy oddalonego o kilometry. Być może współpracuje nawet z dronami krążącymi nad budynkiem i obrazującymi ten sam teren z powietrza. Dane łączą się w jeden obraz taktyczny, zrozumiały jednocześnie dla człowieka i maszyny.
A jeśli jest tam ładunek wybuchowy? Wtedy życie traci maszyna – nie żołnierz.

(Armia USA testuje psa-robota)
Przychodzi jednak moment, w którym narracja się zmienia. Bo choć psy-roboty są dziś używane głównie jako zwiadowcy i środki pomocnicze, przerobienie ich na nosicieli broni nie jest technicznie trudne. Chiny pokazały już demonstracje, w których psy-roboty niosą lekką broń. W Stanach Zjednoczonych testowano prototypy, w których pies-robot potrafił stabilizować i celować modułem uzbrojenia. Oficjalnie człowiek zawsze pozostaje w pętli – ale każdy, kto śledzi ten temat, wie, że autonomia to równia pochyła. Robot, który dziś tylko nawiguje bez udziału człowieka, za kilka lat może też przetwarzać informacje o celach. A gdy wrogi robot strzela szybciej, niż człowiek zdąży zareagować, pojawia się presja, by tę autonomię dalej rozszerzać.
Ile więc potrwa, zanim psy-roboty będą standardowo używane? Być może krócej, niż myślimy. W ciągu najbliższych trzech lat jednostki specjalne w Chinach i USA będą ich używać coraz częściej, zwłaszcza do rozpoznania i ryzykownych misji. Około 2030 roku armie – zwłaszcza w Azji – włączą je w większej liczbie jako stałe jednostki wsparcia. A dekadę później możemy zobaczyć sytuację, w której psy-roboty działają w zespołach, współpracują z autonomicznymi dronami i pojazdami, a w krajach bez ścisłych przepisów otrzymują nawet ograniczoną autonomię bojową.
Czy to dobre dla świata, pozostaje otwartym pytaniem. Dla żołnierzy to niewątpliwie ratunek. Dla rządów szansa na zwiększenie wydajności. Ale dla obywateli, dziennikarzy i instytucji nadzoru powstaje nowa rzeczywistość: świat, w którym uzbrojone maszyny nie są już science fiction, lecz częścią codziennej infrastruktury wojskowej. Świat, w którym władza państwowa staje się widoczna i mobilna w postaci metalowych czworonogów, które nigdy nie śpią.
Psy-roboty nie są już przyszłością. To etap po dronach. Ciche czworonogi ze stali i algorytmów już idą przed nami. Jedyne otwarte pytanie brzmi, czy to my jako społeczeństwo zdecydujemy, jak daleko mogą się posunąć – czy też wkrótce zdecyduje za nas technologia.





















