Niemcy zrobiły uderzający krok: jako pierwsze państwo europejskie chcą kupić amerykański pocisk SM-6. To broń zwykle zarezerwowana dla marynarki USA, która teraz po raz pierwszy trafi na europejski pokład. Ten wybór nie bierze się znikąd. Niedawny atak Iranu na Izrael – w którym jednocześnie użyto dziesiątek dronów, pocisków manewrujących i pocisków balistycznych – obudził Europę. Także ataki Rosji na Ukrainę pokazują, że tradycyjna obrona powietrzna już nie wystarcza. Inne państwa, takie jak Japonia i Australia, również instalują pociski SM-6 na swoich okrętach.
Pocisk, który potrafi więcej niż tylko niszczyć cele powietrzne
SM-6 jest wyjątkowy, bo łączy wiele ról w jednym pocisku. Podczas gdy większość pocisków przeciwlotniczych ma jedno wyraźne zadanie, SM-6 może zestrzeliwać myśliwce, duże drony, pociski manewrujące, a także pociski balistyczne w ostatnich sekundach ich lotu. Szczególnie w przypadku pocisków balistycznych SM-6 jest bardzo interesujący.
Pocisk ma ponad 6,5 metra długości, waży około 1500 kilogramów i osiąga prędkości powyżej Mach 3. To wystarczy, by przechwytywać nawet szybkie, manewrujące zagrożenia, które coraz bardziej zacierają granicę między obroną powietrzną a przeciwrakietową. Pociski balistyczne są często znacznie szybsze, więc najważniejsze jest doprowadzenie obu pocisków do spotkania. A to wymaga dobrego radaru i innych złożonych systemów.
Technologia SM-6 jest ponadto stale ulepszana. Najnowsze warianty mogą odbierać dane z innych okrętów, samolotów lub stacji radarowych oddalonych o setki kilometrów. USA testują nawet wersję podwieszaną pod myśliwcami – coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe.
Dlaczego Niemcy wybierają tę broń właśnie teraz
Irański atak na Izrael był twardą demonstracją współczesnej wojny: salwy pocisków balistycznych, niektórych o prędkościach od Mach 5 do Mach 10, połączone z rojami dronów i pocisków manewrujących. Takie ataki mają przytłoczyć obronę powietrzną. Europa zobaczyła scenariusz, który nie jest już teoretyczny, lecz częścią rzeczywistości geopolitycznej. To, co pokazał Izrael, było na niespotykanie wysokim poziomie, któremu nie dorówna żadne inne państwo, nawet Ameryka. Europa natomiast drastycznie pozostaje w tyle.
Dlatego Niemcy przygotowują swoje nowe fregaty obrony powietrznej F127 na inną kategorię zagrożeń niż dotąd. Okręty otrzymają zaawansowane radary i wyrzutnie, dzięki którym będą mogły optymalnie wykorzystywać SM-6. Tym zakupem Niemcy stawiają się w roli osi przyszłej europejskiej obrony powietrznej – roli, której wcześniej brakowało krajowi, a którą teraz wyraźnie chce zająć.
Wideo Royal Australian Navy: test pocisku SM-6 na morzu.
SM-3: większy brat, który sięga aż do kosmosu
Aby dobrze zrozumieć ten wybór, warto porównać SM-6 z jego większym i znanym krewnym: SM-3. Podczas gdy SM-6 niszczy cele w atmosferze, SM-3 leci nawet w kosmos, by niszczyć pociski balistyczne w środkowej fazie lotu. SM-3 osiąga prędkości od Mach 8 do 13 i jest używany przez USA w globalnej tarczy przeciwrakietowej.
Niemcy świadomie zaczynają od SM-6, który stanowi ważną część obrony w ostatnich sekundach ataku rakietowego. To właśnie w tej fazie Europa ma obecnie największe braki. Niemcy chcą wzmocnić obronę powietrzną nie tylko w marynarce, ale też na lądzie. Robią to, kupując izraelski Arrow-3.
A Holandia? Czy marynarka też może otrzymać ten pocisk?
Dla Holandii pojawienie się SM-6 w Europie jest szczególnie interesujące. Nowe fregaty marynarki będą miały te same wyrzutnie co okręty niemieckie. Technicznie holenderskie okręty mogą więc również odpalać pociski SM-6, a nawet cięższy SM-3, jeśli kiedyś zostanie wybrany.
Decyzja w tym kierunku wymagałaby jednak inwestycji: aktualizacji oprogramowania, integracji z radarami SMART-L, a przede wszystkim woli politycznej. Ale Holandia w ostatnich latach pokazała, że chce nadal odgrywać wiodącą rolę w morskiej obronie powietrznej. Z planowanymi nowymi holenderskimi fregatami obrony powietrznej w latach 2030 droga do zdolności SM-6 stoi właściwie otworem.
Punkt zwrotny dla europejskiej obrony powietrznej
Niemiecki wybór SM-6 wyznacza nową erę. Podczas gdy państwa europejskie przez lata polegały na systemach obrony powietrznej średniego zasięgu, granice zagrożeń i technologii stale się przesuwają. SM-6 daje europejskim marynarkom możliwość przechwytywania ataków znacznie wcześniej, szybciej i precyzyjniej. Także w kontekście broni jądrowej ważne jest wcześniejsze przechwycenie pocisku, bo skutki w powietrzu też byłyby straszne. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli używać tej broni.
Dla Niemiec to krok w stronę roli kluczowego gracza w obronie powietrznej NATO. Dla Holandii to szansa na wykonanie tego samego skoku – i dalsze wzmocnienie pozycji jednej z najlepszych marynarek obrony powietrznej na świecie.




















