Niemcy robią kolejny krok w błyskawicznym wyścigu zbrojeń przeciw dronom. Niemiecki producent zaprezentował nowy, naprowadzany laserowo pocisk antydronowy z uderzającą ceną: około 2500 euro za sztukę. W czasach, gdy drogie pociski przeciwlotnicze często używa się przeciw stosunkowo tanim dronom, może to zmienić reguły gry.
Wyjątkowym czyni system połączenie niskich kosztów i głowicy o silnej fragmentacji. Oznacza to, że pocisk przy wybuchu rozrzuca mnóstwo metalowych odłamków, dzięki czemu skutecznie eliminuje małe i średnie drony.
Dlaczego 2500 euro jest tak ważne
We współczesnych konfliktach, takich jak w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, widzimy masowe użycie dronów. Niektóre kosztują zaledwie kilka tysięcy euro. Mimo to często zwalcza się je pociskami dziesięć do stu razy droższymi.
Na dłuższą metę jest to ekonomicznie nie do utrzymania. Użycie pocisku przeciwlotniczego za 100 000 euro przeciw dronowi za 10 000 euro może być wojskowo skuteczne, ale finansowo problematyczne.
Przy cenie około 2500 euro za pocisk przechwytujący to niemieckie rozwiązanie jest znacznie bliższe równowagi kosztów. Czyni to masowe użycie bardziej realnym, zwłaszcza przy atakach rojem, gdy nadlatuje jednocześnie wiele dronów.
Naprowadzanie laserowe dla precyzji
Nowy pocisk korzysta z naprowadzania laserowego. Oznacza to, że cel jest „podświetlany” laserem, a pocisk podąża za odbitym sygnałem. Zapewnia to wysoką precyzję, zwłaszcza przeciw małym i szybko poruszającym się celom.
Naprowadzanie laserowe ma kilka zalet. System jest stosunkowo prosty i mniej zależny od drogich głowic radarowych. Ponadto trudniej go zakłócić niż naprowadzanie GPS, zwłaszcza w środowisku, gdzie walka elektroniczna występuje coraz częściej.
Połączenie niskich kosztów i precyzyjnego naprowadzania wskazuje, że system jest przeznaczony do użycia na krótkim i średnim dystansie, na przykład do ochrony baz, pojazdów czy ważnej infrastruktury.
Głowica odłamkowa przeciw małym celom
Uderzającym elementem jest tak zwana high fragmentation warhead, czyli głowica, która przy wybuchu rozrzuca chmurę metalowych odłamków. Jest to szczególnie skuteczne przeciw małym dronom, które trudno trafić bezpośrednio.
Zamiast bezpośredniego zderzenia wystarczy, by dron znalazł się w strefie rażenia odłamkami. To znacznie zwiększa szansę jego wyeliminowania. W przypadku małych, zwrotnych celów jest to często bardziej niezawodne niż czysto kinetyczne przechwycenie.
Takie głowice stosuje się też w klasycznej obronie przeciwlotniczej, ale tu zamknięto ją w kompaktowym, stosunkowo tanim pocisku.
Mobilne użycie
Na podstawie pierwszych nagrań system wydaje się zaprojektowany do modułowego użycia. Być może można go integrować z pojazdami, instalacjami stałymi, a nawet mobilnymi wyrzutniami.
Wpisuje się to w szerszy trend warstwowej obrony powietrznej. Duże systemy chronią przed samolotami i pociskami balistycznymi, średnie przed pociskami manewrującymi, a lekkie, tanie pociski przechwytujące, takie jak ten, są przeznaczone przeciw dronom.
Właśnie ta najniższa warstwa jest obecnie kluczowa. Drony często działają nisko, szybko i w dużych liczbach. Elastyczny i przystępny środek przechwytujący jest wtedy niezbędny.
Europejski przemysł obronny w ruchu
Ten rozwój pokazuje, jak szybko europejski przemysł obronny dostosowuje się do nowych zagrożeń. Niemcy w ostatnich latach dużo inwestują w obronę powietrzną, m.in. pod presją wojny w Ukrainie.
Oprócz ciężkich systemów, takich jak IRIS-T i Patriot, rośnie zapotrzebowanie na lekkie, skalowalne rozwiązania. Ten nowy pocisk antydronowy wydaje się wypełniać dokładnie tę lukę.
Pytanie brzmi, jak szybko system wejdzie do użytku operacyjnego i czy zainteresują się nim inne kraje NATO. Biorąc pod uwagę cenę i obecne zagrożenie, szansa na to jest realna.
Nowy etap walki z dronami
Ten rozwój pokazuje przede wszystkim, że walka z dronami coraz bardziej sprowadza się do kosztów, skali i szybkości. Chodzi nie tylko o przewagę technologiczną, ale też o ekonomiczną wykonalność.
Z ceną około 2500 euro za pocisk i głowicą zaprojektowaną specjalnie przeciw małym celom bezzałogowym Niemcy wydają się robić pragmatyczny krok.
Najbliższe miesiące pokażą, jak skuteczny okaże się system w praktyce. Ale jedno jest jasne: era skrajnie drogich przechwyceń tanich dronów powoli dobiega końca.




















